Sytuacja przy wschodniej granicy zaczyna wykańczać kierowców, ich rodziny oraz firmy transportowe. Transportowcy zapowiadali już blokadę stolicy, ale postanowili nie utrudniać życia mieszkańcom Warszawy. Teraz wszyscy czekają na rozwiązanie zaistniałej sytuacji.
Od kilku dni przy granicy z Ukraina tworzą się gigantyczne kolejki. Kierowcy tirów nie są mogą przekroczyć granicy ze względu na opieszałość celników. Zachowanie celników jest wynikiem trwającego protestu. Polscy celnicy domagają się podwyżek, zwiększenia etatów oraz zmiany w przepisach. W ramach protestu biorą urlopy na żądanie bądź przynoszą zwolnienia lekarskie. Już tydzień temu na wjazd do Polski trzeba było czekać ok. 36 godzin. Teraz jest jeszcze gorzej.
Oczekującym na przekroczenie granicy kierowcom często brak już paliwa, a co za tym idzie nie mają ogrzewania. Nie ma też odpowiednich warunków sanitarnych. Samochody ciężarowe muszą stać się ich ?domem?. Straż pożarna i inne służby przywożą oczekującym ciepłą wodę, puszki z żywnością, pieczywo.
W tej sytuacji ogromne straty poniosą także firmy transportowe. Kierowca, który w normalnych warunkach mógłby już wykonywać drugą trasę z Polski do Ukrainy, wciąż stoi na przejściu granicznym.
Kierowcy skarżą się, że celnicy ich kosztem starają się wymusić swoje postulaty na rządzie.
